Malezja/Singapur 4/7: W Singapurze nie musi być drogo! Jak zwiedzać Miasto Lwa budżetowo :-)

Gdy w styczniu zaplanowaliśmy wycieczkę do Malezji, w głowie zaświtał nam pewien pomysł:”A może by tak podskoczyć przy okazji do Singapuru skoro to rzut beretem?”.
Wtedy pojawiły się też wątpliwości…: „Singapur jest jednym z najdroższych państw świata, a przecież ma to być budżetowa wycieczka” i takie tam.
Po przeanalizowaniu kosztów dojazdu i noclegu zdecydowaliśmy się spędzić weekend w mieście lwa – Singapurze.
Po czterodniowym wypoczynku na Langkawi wsiedliśmy w samolot i polecieliśmy zaledwie półtorej godziny na lotnisko Changi w Singapurze.
Nie bez powodu jest ono zwane najlepszym lotniskiem na Świecie. Jest super czyste, wydaje się być super bezpieczne a obsługa szybko się uwija.
Sam Singapur zrobił na nas ogromne wrażenie. Jest bardzo zielony, ludzie przemili, a jak jak tylko zauważą, że motasz się na stacji metra to chętnie pomogą 😉 W dodatku wg kalendarza chińskiego zaczął się właśnie „Rok Psa” więc w całym mieście stały figurki piechonów (takich Hacziko:-)) No i czystość! Można lizać podłogę 😉 Ale nic dziwnego: kary za śmiecenie, żucie gumy czy picie napojów w metrze są ogromne! Gdy zobaczymy kogoś „grzeszącego” czyli np. pijącego wodę w metrze, możemy zgłosić to przestępstwo przez whatsapp 😉 Rzućcie okiem na te grzywny (w Singapurze walutą jest dolar singapurski o wartości 2.6 zł):
Na początku może kilka organizacyjnych tematów więc jeśli chcesz przejść od razu do głównych atrakcji i ładnych widoczków „zjedź” w dół.
Zacznijmy od tego jak dostać się do Singapuru:
Z Polski najszybciej samolotem. Qatar ma ostatnio wiele promocji na loty z naszej ojczyzny do tego niewielkiego Państwa.
Z Azji – też samolotem. Z Malezji jest obsługiwanych kilka/kilkanaście lotów dziennie, a ceny są konkurencyjne – w zależności od terminu jest to 80-170 zł.
Można również autobusem. My wracaliśmy właśnie autobusem z Singapuru do Malezji – najpierw dostaliśmy się na granicę czyli Johor Bharu, a stamtąd kupiliśmy bilet autobusowy do Kuala Lumpur. Czas podróży w sumie to ok. 8 godzin a koszt 50 zł/os. Więcej szczegółów o tej podróży zobaczycie w kolejnym poście.
Nocleg. Jest to najdroższa część pobytu w Singapurze. Nam jednak udało się spać za darmo (ale to to tylko przypadek i zrządzenie losu..) 🙂
Noclegi na booking.com zaczynają się od ok. 200 zł za pokój dwuosobowy.
Na Airbnb zamawiając nocleg odpowiednio wcześniej możemy dostać pokój taniej.
Nam zależało głownie na lokalizacji więc wybraliśmy pokój w Chinatown, którego nie polecimy ze względu na znaczną różnicę stanem rzeczywistym, a opisem na stronie internetowej. Pierwszy raz zgłosiliśmy sprawę do serwisu i ku naszemu zdziwieniu AirBnB przyznało nam rekompensatę w postaci zwrotu całych kosztów noclegu…
Ale lokalizacja była przednia – największy budynek w samym sercu chińskiej dzielnicy:
Kolejnym razem rozglądalibyśmy się również za noclegiem położonym dalej centrum lecz blisko stacji metra. Komunikacja miejska działa w Singapurze rewelacyjnie i bardzo łatwo ogarnąć jak z niej korzystać.
Metro (MRT/LRT)
Jeśli zamierzacie dużo podróżować po Singapurze należy zastanowić się nad kupieniem karty Singapore Tourist Pass, która upoważnia do nielimitowanego podróżowania w ciągu dnia. Jest dostępnych kilka opcji: 10S$/1 dzień, 16S$/2 dni, 20S$/3 dni. Koszt pojedynczego biletu metra to ok. 1.5 S$/4.2 zł w zależności od stacji końcowej. Można doładowywać bilet do 6 razy (jest wtedy tańszy o 0,10S$). Bilet kupujemy wybierając stację docelową, więc nawet jeśli się przesiadamy w trakcie podróży bilet w dalszym ciągu jest ważny.
Jedzenie.
Bardzoooo pyszne i bardzooo tanie.
Przed przyjazdem naczytaliśmy się o tych wysokich cenach w Singapurze jednak gdy dotarliśmy do China Town lub innych food courtów w mieście nie mogliśmy się nadziwić, że z 10-15 zł przyzwoicie się najemy, a za te 25 zeta to już będzie prawdziwa uczta 😃Ba, jedliśmy nawet śniadanie w restauracji z gwiazdką Miechelina (Hawker Chan – Hong Kong Soya Sauce Chicken Rice and Noodle). Był to nasz najlepszy kurczak w życiu a kosztował… 12 zł 😃
Oprócz Food Courtu w China Town polecamy podjechanie do Old Airport Road Food Centre. Można tam zjeść smażoną płaszczkę lub claypot rice czyli ryż gotujący się w kociołku, z mieszanką mięs a wszystko to popić pysznym sokiem z trzciny cukrowej za jedyne 1.5 zł. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Jedzenie w Singapurze było tak pyszne, że spokojnie możemy twierdzić, że kolejnym razem wybierzemy się tam tylko po to aby się obżerać 😉
Okej, udowodniliśmy, że  nie trzeba wydawać kokosów na Singapur dlatego przejdźmy teraz do tego, dlaczego warto poszwendać się tutaj przynajmniej weekend.
W Singapurze mieliśmy spędzić 3 niepełne dni dlatego plan zwiedzania był napięty. Musieliśmy więc zrezygnować z wycieczki do Universal Studios, ale jakoś to przełknęliśmy. W końcu te w Holywood jest większe, a atrakcje się powtarzają 😃 Startowaliśmy z China Town więc teoretycznie powinniśmy mieć blisko do tych najważniejszych atrakcji. W ciągu jednego dnia przedreptaliśmy jednak ok 18. km. Następnego dnia skorzystaliśmy już kilka razy z metra 😉
Większość atrakcji jest blisko siebie:
Będąc w okolicy China Town warto podejść do Świątyni Zęba Buddy (Buddha Tooth Relic Temple).
Świątynia została oddana do użytku została dopiero w 2007 roku, a w środku możemy znaleźć relikwie odkryte w Birmie w latach 80-tych ubiegłego wieku.
Nigdy wcześniej nie widzieliśmy w jednym miejscu tak wiele posągów buddy. Od samych dekoracji można dostać oczopląsu. Nie przeszkadzając ludziom w modlitwie, sunęliśmy na palcach między nimi podziwiając posągi.
Na czwartym piętrze podobno jest muzeum, w którym znajduje się wspomniana relikwia. Do dziś nie wiem dlaczego tam nie dotarliśmy…
W pobliżu Świątyni Zęba Buddy znajdujemy kolejną, tym razem jest to Sri Mariamman Temple czyli Najstarsza hinduska świątynia w China Town. Jest ona pomnikiem i skarbem narodowym Singapuru. Została poświęcona Mariamman, bogini chroniącej ludzi przed nieszczęściami i chorobami.
A największe perełki zostawiam sobie na sam koniec. Czyli:
Gardens By the Bay jest to wieki ogród położony na terenie 100 hektarów. To tu możecie zobaczyć słynne z widokówek ‚Supertrees’ czyli 50 metrowe drzewa (przez niektórych zwane grzyby). Wieczorem równie piękne jak za dnia. Wstęp jest bezpłatny.
Władze Singapuru chcą aby miasto „żyło” w ogrodzie, a nie ogród w mieście dlatego sam Singapur jest zielony. Drzewa w Gardens By The Bay to połączenie technologii i natury. Wieczorem, można zobaczyć kilkunastominutowy pokaz Świateł. My wpadliśmy tam przez przypadek prosto na pokaz. Usiedliśmy wymęczeni długą wędrówką w parnym i gorącym mieście, kiedy podszedł do na starszy człowiek i zaczął wypytywać skąd jesteśmy, czy to nasz pierwszy raz w tym mieście i czy wiemy, że zaraz będzie pokaz świateł i muzyki. Powiedział, że należy do organizacji non-profit, która zrzesza wolontariuszy pomagających turystom. Okazało się, że Pan od urodzenia mieszka w mieście lwa i posiada dużą wiedzę na jego temat. Oferował swoją pomoc w razie pytań i pożyczył dobrej zabawy. No super sprawa, wspaniale być tak witanym na drugim końcu świata 🙂
Marina Bay Sands – kolejny budynek – widokówka. Przypomina wielki statek, na jego dachu znajduje się basen z palmami, a pod nim pokoje hotelowe, biura, muzeum nauki i sztuki, galeria handlowa, a nawet kasyno.
Doba w hotelu kosztuje około 1500 zł (!).
Leży on nad piękną mariną, warto wybrać się nią na spacer w kierunku symbolu Singapuru czyli Merlion.
Merlion jest to posąg lwa i ryby, który strzeże Singapuru. Symbolizuje lwa gdyż jest to nawiązanie do nazwy miasta/państwa – singa (lew) i pura (miasto) dlatego właśnie Singapur nazywany jest ‚miastem lwa’.
Jeśli komuś atrakcji byłoby mało to w pobliżu znajduje się obiekt przypominający brytyjski London Eye czyli Singapore Flyer.
Do niedawna był to największy diabelski młyn na świecie (165 m wysokości), jednak w 2014 zdetronizował go High Roller (167 m wysokości) wybudowany w Las Vegas.
Koszt wstępu to około 33 S$/93 zł, dzieci i osoby powyżej 60 roku życia zapłacą około 10 S$ mniej.
Zapraszamy na relację video, w której dowiecie się więcej ciekawostek o Mieście Lwa, a przede wszystkim zobaczycie te pyszne i tanie przysmaki jakie miasto oferuje:


Dzień drugi:

Jakby komuś nadal było mało Singapuru, proszę bardzo – kilka dodatkowych foteczek 🙂

Pe.




Images are for demo purposes only and are properties of their respective owners. Old Paper by ThunderThemes.net